wtorek, 27 stycznia 2015

Niespodzianka na parapecie

Pewnego dnia nieco bardziej odsłoniłam zasłonkę.
To co ukazało się mym oczom wzbudziło nie lada zaskoczenie!

Zakwitła mi dracena!
Okropnie nie lubiłam się z tym kwiatem, który trafił do mnie, niechciany, od mamy.
Krzywo wsadzony do doniczki, przeważnie przelewany nadmiarem matczynej dobroci rósł, bo rósł.
Miałam ciekawsze sprawy do robienia niż opieka nad tym długoletnim zielonym zaniedbaniem.
A tu się okazało, że sanatorium zapomnienia pobudziło kwiata do zwrócenia na siebie uwagi.

Bo to co działo się w dniach następnych, zwracało uwagę bardzo.

To co można nazwać ładnym zapachem, przypominającym woń hiacynta, w pierwszych dniach po otwarciu kwiatków, w następnych wymusiło migrację kwiata z sypialni i częste wietrzenie domu.

Sumienia nie miałam, żeby definitywnie kwiata uciąć, bo przy większej powierzchni aromat był całkiem do wytrzymania a odświeżacze powietrza mogły się schować ze swą pseudomocą.

A dla tych ciekawych, jak wygląda kwiat draceny zdjątko, jeszcze przed wydzielaniem zapachu.